ROSYJSKIE JEDNOSTKI ELITARNE

ROSYJSKIE JEDNOSTKI ELITARNE

Po rozpadzie ZSRR w konfliktach na obszarze „wybuchowego” Kaukazu powszechnie używano wojsk uchodzących w Rosji za elitarne – specnazu i spadochroniarzy. jednostki te, nawet jeśli elitarne są tylko w nomenklaturze rosyjskiej, prezentują o niebo lepszy poziom wyszkolenia i motywacji niż jednostki liniowe.

Rosyjskie siły specjalne były już szeroko wykorzystywane w Czeczenii, podobnie jak „desantnicy”. Co charakterystyczne, te jednostki pełniły na objętych walkami, a potem okupowanych obszarach kaukaskich, służbę typową dla jednostek liniowych. Nie wykonywały więc wyłącznie misji o charakterze specjalnym w powszechnym tego słowa znaczeniu, ale działały raczej jako jednostki szturmowe, wykonujące zadania typowe dla wojsk liniowych, których zwykłe jednostki zmechanizowane armii federalnej (piechoty) nie były w stanie wykonać. Inna sprawa, że wojny w Czeczenii pokazały, że wiele z owych „elitarnych” jednostek na takie miano nie zasługuje, a są elitarne co najwyżej w zestawieniu z wojskiem z poboru lub- częściowo- kontraktowym, a nie profesjonalnym i w pełni zawodowym. W wielu przypadkach zdeterminowane (żeby nie powiedzieć fanatyczne) i dobrze uzbrojone grupy bojowników czeczeńskich (islamskich) okazywały większą wartość bojową od rosyjskich „jednostek specjalnych”. Mimo powolnego wychodzenia wojsk rosyjskich z głębokiego kryzysu i przechodzenia na coraz powszechniejszą służbę kontraktową w dalszym ciągu specnaz czy „desantnicy” uważani są za elitę i dlatego wykorzystano je w wojnie z Gruzją.

Czeczeńskie bataliony Zapad i Wostok

Batalion Wostok

W konflikcie na terytorium Gruzji zaangażowane były różne pododdziały specnazu, czyli formacji specjalnego przeznaczenia, będącej najbardziej elitarną częścią rosyjskiej armii. Niektóre oddziały specnazu wprowadzone były w rejon konfliktu jako zmechanizowana piechota z ciężkim sprzętem (BTR i BMP), inne wykonywały zapewne działania specjalne typowe dla tych formacji, jak zwiad, wywiad, sabotaż, dywersję itp. O tego typu akcjach specjalnych wiadomo oczywiście najmniej.

W wojnie z gruzją wzieli udział bojownicy z dwóch federalnych batalionów „czeczeńskich” – „Zapad” i „Wostok”. Oba bataliony składały się głównie z Czeczenów, którzy przeszli na stronę rosyjską i mają doświadczenie bojowe wyniesione z walk w Czeczenii, gdzie- jako prorosyjskie wojska rządowe- walczyły z partyzantką niepodległej Iczkerii w bratobójczych starciach. Oba bataliony specnazu GRU zostały utworzone w 2003 roku.

Dane dotyczące obu batalionów z okresu wojen czeczeńskich oraz późniejszych pacyfikacji są wyłącznie szacunkowe i co za tym idzie bardzo niepewne. Trudno nawet określić ich liczebność, tym bardziej, że od samego początku ich istnienia była ona płynna. Przykładowo niektóre źródła szacowały liczebność batalionu „Wostok” na 800-1500 bojowników (a więc liczebność porównywalna do brygady specnazu), głównie Czeczenów, Dagestańczyków i Rosjan. Oba te bataliony wyróżniały się nie tylko z powodu składu osobowego i swojego kontrowersyjnego działania w Czeczenii, ale także rodzaju podporządkowania- podlegały bowiem bezpośrednio GRU, czyli de facto rosyjskiemu Sztabowi Generalnemu. Dowódcami batalionów byli charyzmatyczni i niezależni dowódcy, w batalionie „Wostok” Sulim Jamadajew, a w batalionie „Zapad” Said-Magomed Kakijow. Oficjalnie oba bataliony wchodziły w skład rosyjskiej 42. Dywizji Zmechanizowanej pełniącej służbę okupacyjną w Czeczenii.

Rozkaz kierujący pododdziały obu batalionów w rejon wojny wyszedł bezpośrednio ze Sztabu Generalnego. Oba bataliony cechowały się stosunkowo wysoką wartością bojową- wszyscy bojownicy byli na kontrakcie, co więcej mieli doświadczenie bojowe wyniesione z Czeczenii. Kompania batalionu specnazu GRU „Zapad” została rozwinięta na froncie abchasko- gruzińskim. trudno jest powiedzieć coś więcej o działaniu tej grupy specnazu, wydaje się jednak, że wykonywała ona częściowo zadania o charakterze specjalnym. Nieoficjalne informacje mówią o tym, że 125- osobowa kompania z batalionu „Zapad”.

10 sierpnia 2008r. została przerzucona do ważnego strategicznie Wąwozu Kodori, gdzie doszło do starć z Gruzinami. Specnaz GRU miał podobno przeprowadzić zwiad w wąwozie w nocy 12 sierpnia, podczas gdy o świcie doszło do bezpośredniego rosyjskiego ataku na pozycje gruzińskie. Te lakoniczne wzmianki pozwalają przypuszczać, że kompania z batalionu „Zapad” nie działała tylko jako jednostka zmechanizowana (jak „Wostok”), ale wykonywała misje typowe dla wojsk specnazu- taktyczno operacyjnego rozpoznania.

Batalion Wostok

Niejasna jest także informacja o rzekomym desancie taktycznym, jakiego dokonali Rosjanie na tyłach wojsk gruzińskich w Wąwozie Kodorskim (niektóre źródła mówią nawet o dwóch desantach). W pierwszym z nich miało uczestniczyć ok. 250 żołnierzy. Z oczywistych powodów trudno jest dotrzeć do wiarygodnych informacji na ten temat, tym bardziej, że sami Rosjanie nie są tym zainteresowani. Wystarczy wspomnieć, że jak informowały media rosyjskie, desantu na terenie Wąwozu Kodorskiego mieli dokonać nie Rosjanie, ale bojownicy abchascy. Biorąc pod uwagę, że Rosjanie mieli w tym rejonie pododdziały specnazu GRU czy „razwiedki” poszczególnych pułków spadochronowych, wydaje się pewne, że w rejonie wąwozu to właśnie Rosjanie przeprowadzili te desanty taktyczne (zapewne z udziałem śmigłowców). W samym Wąwozie Kodori nie doszło do ciężkich walk, gdyż osaczeni Gruzini szybko wycofali się ze tego rejonu do zachodniej Gruzji, pozostawiając sporo zapasów i uzbrojenia w tym także artyleryjskiego.

Kompania batalionu „Wostok” została wprowadzona do walki na froncie osetyjsko-gruzińskim. Oddział ten odegrał w konflikcie istotną rolę, zarówno w walkach o samo Cchinwali, w dniu 10 sierpnia, jak i dzień później pod Zemo Nikozi. Kompania „Wostok” została także w czasie trwania wojny dość mocno „obfotografowana”. Jak wspomina w powojennym wywiadzie Sulim Jamadajew rozkazy otrzymał bezpośrednio w Moskwie, skąd wyleciał w rejon konfliktu 9 sierpnia. Dzień później Jamadajew dotarł w rejon Cchinwali. W tym dniu – 10 sierpnia- kompania „Wostok” walczyła w okolicy Cchinwali i w samym mieście, działając jako kolumna wojsk zmechanizowanych, mając na wyposażeniu bojowe wozy piechoty BMP-2, przenośne zestawy plot i ppanc. Jamadajew stwierdził, że w okolicy stolicy Osetii Płd. walczono z gruzińskim specnazem, likwidowano snajperów i obserwatorów artylerii. W walce o Cchinwali kompania nie poniosła żadnych strat, wykonując postawione przed nią zadania. Jak wynika z relacji żołnierza „Wostok”, kiedy kompania wkraczała do stolicy Osetii Płd. liczyła ok. 200 ludzi na BMP-2. Na tym etapie wojny, wojska rosyjskie uzyskały w rejonie Cchinwali lokalną przewagę, dlatego też walki nie były chybadla czeczeńskich bojowników bardzo ciężkie. Do zaciekłych walk doszło natomiast 11 sierpnia pod wioską Zemo Nikozi, gdzie Gruzini zgromadzili znaczne siły piechoty, wsparte bronią pancerną i artylerią.

Po wygaśnięciu walk o Cchinwali kompania znalazła się na końcu dużej kolumny zmechanizowanej, w skład której wchodziła różna „technika”: czołgi, BWP, działa samobieżne, transportery itd. ciągnącej w kierunku granicy osetyjsko- gruzińskiej. Kolumna przekroczyła granicę w wiosce Chetagurowo. Doświadczeni weterani „czeczeńscy” ze zdziwieniem obserwowali rosyjskich żołnierzy, wśród których widać było młodych poborowych. Żołnierze „Wostoka” nie wiedzieli czego się spodziewać i gdzie jadą, gdyż brakowało map terenu! Wkrótce czoło kolumny znalazło się pod ciężkim ostrzałem i rozproszyło się w terenie- tak rozpoczęła się pierwsza faza bitwy o Zemo Nikozi.

Po pierwszych niepowodzeniach, kiedy to artyleria gruzińska „nakryła” ogniem rosyjską kolumnę zmechanizowaną o umocnioną przez Gruzinów wioskę rozgorzała zacięta walka. Rosjanie musieli użyć do ataku znacznych sił zmechanizowanych wspartych lotnictwem; nad wioskę zeszły m. in. 4 szturmowe Mi-24, zmiękczając gruzińską obronę. Strzelały czołgi i artyleria. Specnazowcy „Wostoka” znajdujący się na końcu rosyjskiej kolumny uniknęli większych strat od ostrzału (mieli tylko 2 rannych) i włączyli się później do walki o wioskę. Jak potem przyznawali sami Rosjanie, zlekceważono przeciwnika, co przyniosło znaczne i niepotrzebne straty. Punktem przełomowym walk o Zemo Nikozi okazało się unieszkodliwienie przez specnazowców z „Wostoka” gruzińskiego obserwatora artylerii, który naprowadzał nad wyraz celny ogień.

W walkach o wioskę doświadczeni weterani nie ponieśli dalszych strat. Jak podają nieoficjalne źródła, straty kompanii „Wostok” w całej „wojnie pięciodniowej” sprowadzały się jedynie do trzech rannych. Starcie pod Zemo Nikozi warte jest większej uwagi, gdyż poza walkami o samo Cchinwali miały tu miejsce wyjątkowo krwawe walki, w których obie strony poniosły bolesne straty. Wg relacji żołnierza batalionu „Wostok”, na której opierają się powojenne publikacje, straty rosyjskiej kolumny zmechanizowanej wyniosły co najmniej kilka pojazdów pancernych oraz 9 zabitych i 10 rannych. Biorąc pod uwagę, że walki o wieś trwały aż do wieczora, przy dużym natężeniu ognia można szacować, że są to straty niepełne i w całym boju mogły być one jeszcze większe.

Walki pod Zemo Nikozi były najcięższym bojem w wojnie gruzińskiej, w jakim wzięły udział oddziały rosyjskiego specnazu. Przyniosły Rosjanom nie tylko znaczne straty, wynikające z własnych błędów i twardego gruzińskiego oporu, ale relacje (oczywiście nieoficjalne) wskazują jednoznacznie, że walczono w warunkach totalnej improwizacji. Dość powiedzieć, że nie spodziewano się większego oporu w wiosce i nie przygotowano warunków do ewakuacji rannych z pola walki. Dwaj ranii z „Wostoka” (i jeszcze kilku poborowych) musieli zostać odwiezieni do miejskiego szpitala w Cchinwali- co trwało ok. 2 godzin jazdy- na podłodze ciężarowego Kamaza. Bojowy punkt medyczny nie był przygotowany do przyjęcia ciężko rannych, a w ewakuować ich nie było czym, bowiem pierwszy transporter medyczny zepsuł się już w czasie drogi, a drugi rzęził resztkami sił. Na szczęście dla kompanii „Wostok” obaj specnazowcy byli tylko lekko ranni, a ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo; Mairbekowi kula złamała kość, a Ibrahim był ranny w nogi. 12 sierpnia, po zakończeniu walk w Zemo Nikozi, kompania „Wostok” znalazła się na obrzeżach Gori, gdzie przejmowała zdobyczne uzbrojenie i jeńców, tam też zastało ją przerwanie ognia.

Specnaz

Żołnierze Specnazu

Trudno jest powiedzieć coś więcej o działaniach mniejszych grup specnazu o rosyjskim składzie osobowym, które zapewne działały w rejonie walk. Pradopodobne jest, że w rejonie konfliktu znalazły się nieduże pododdziały ze składu 10. i 22. Samodzielnych Brygad Specnazu podporządkowanych dowództwu Północnokaukaskiego Okręgu Wojskowego. Wg nieoficjalnych informacji straty 10. Samodzielnej Brygady Specnazu to 2 zabitych, a 22. Brygady- 1 zabity. Niewiele wiadomo także o działaniach bojowych 45. Samodzielnego Pułku Specjalnego z Kubinki koło Moskwy. 45. Pułk specnazu WDW wykonuje zadania rozpoznawcze dla wojsk powietrznodesantowych (jest to jednostka specnazu podporządkowana bezpośrednio WDW). Pułk ten stacjonuje pod Moskwą i dość często uczestniczy w różnego rodzaju „pokazuchach”. Pododdziały tej jednostki zostały rozwinięte na froncie abchaskim. Źródła nieoficjalne podają, że bojowe straty pułku sprowadzają się do zniszczonego BTR-80, straty w ludziach nie są znane. Pododdziały pułku działały na zachodnim wybrzeżu Gruzji m.in. w rejonie Poti.

Spadochroniarze w zagonach pancernych

Rosyjskie WDW

W ostatnich latach struktura wojsk powietrznodesantowych FR jest dość płynna, zmienia się ich liczebność, organizacja oraz podległość. Wojska WDW nadal są jednak uważane za elitę wojskową FR i prezentują znaczną siłę o stosunkowo wysokiej- jak na standardy rosyjskie- wartości bojowej. Wbrew sprzeciwom redukcje liczebne dotknęły także wojska WDW, w ich efekcie liczebność „desantników” spadła w 2000r. do ok. 40 tys. W następnych latach podjęto działania na rzecz zwiększenia ich liczebności oraz zwiększenia ich potencjału bojowego. Zamierzano stworzyć nowe jednostki powietrznodesantowe zwłaszcza na obszarze niespokojnego Północnokaukaskiego OW. W myśl nowych zamierzeń wojska WDW miały stać się podstawą tworzonych na strategicznych kierunkach zgrupowań o stałej gotowści bojowej, już w okresie pokoju ukompletowanych na tyle, by w razie konieczności natychmiast przejść do działań bojowych. Przed wybuchem konfliktu z Gruzją nie zabrakło jednostek powietrznodesantowych w Abchazji. misję pokojową pełnili tam m. in. żołnierze z 10. pułku pow.-des. (w nomenklaturze rosyjskiej desantowo-szturmowego).

W rejonie konfliktu znalazły się pododdziały kilku jednostek WDW, przede wszystkim na froncie abchaskim. Były to pododdziały należące do 76. i 98. Dywizji Powietrzno Desantowych. W Abchazji znalazły się m. in. pododdziały 247. PDes-Szt. i 901 Samodzielnego Batalionu Des.-Szt., natomiast w Osetii Płd 104. PDes.-Szt. „Desantnicy” działali jako kolumny zmechanizowane dysponując całą paletą wozów pancernych (nie tylko z rodziny BMD) i pojazdów wsparcia.

Znaczny był udział rosyjskich wojsk spadochronowych na froncie abchaskim. Jak się szacuje, Rosjanie wzmocnili siły abchaskie aż 9 tysiącami spadochroniarzy dysponującymi ok. 350 wozami pancernymi. Były to oddziały głównie ze składu 76. i 98. DPD WDW. Częściowo były to oddziały spadochroniarzy stacjonujące już wcześniej na terenie Abchazji jako siły pokojowe (tzw. mirotworcy), a częściowo przerzucane z terytorium Rosji na pokładach samolotów transportowych m. in. Ił-76. W wojnie z Gruzją nie było konieczności ani potrzeby desantowania wojsk WDW z powietrza gdyż przerzucano spadochroniarzy do baz, a dopiero stamtąd rzutem naziemnym docierali oni do miejsca przeznaczenia. Mimo, że spadochroniarze działali jak zmechanizowana piechota, to jednak szybkie przerzucenie wojsk WDW do Abchazji, przynajmniej jak na warunki rosyjskie, należy uznać za spore osiągnięcie, bowiem piętą achillesową wojsk powietrznodesantowych jest brak wystarczającej liczby samolotów transportowych. Jak się ocenia lotnictwo transportowe FR nie jest w stanie desantować jednorazowo na przykład całej dywizji WDW, a co najwyżej pułk lub brygadę.

Wojna gruzińska na pewno nie była dla Rosjan zaskoczeniem o wymiarze strategicznym, gdyż stosunki rosyjsko-gruzińskie były bardzo napięte od lat. Jak już wspomniano Rosjanie znacznie wcześniej wzmacniali swoje siły w Abchazji przerzucając tam także wojska WDW, m. in. w kwietniu 2008r. na terytorium Abchazji został przerzucony batalion spadochronowy ze składu 7. DPD.

Zdobycie bazy w Senaki

Splądrowana baza w Senaki

Do ofensywy na zachodnią Gruzję wyprowadzonej z terytorium Abchazji wojska rosyjsko-abchaskie przeszły z dniem 11 sierpnia. Po krótkich walkach w Wąwozie Kodori, Gruzini znajdowali się w niemal panicznym odwrocie, stąd bazy wojskowe Zugdidi, Senaki czy port w Poti oddziały rosyjskie zajęły bez walki. Na froncie abchaskim działał 247. pułk desantowo-szturmowy ze składu 76. DPD z Pskowa, jak podają niektóre źródła (w skład tej dywizji wchodzą pułki o nr 237 i 104).

W zachodniej Gruzji wojska rosyjskie nie napotkały właściwie żadnego zorganizowanego oporu. Dowódca „razwiedki” 237 pułku major Witalij Baranczikow, w wywiadzie udzielonym po zakończeniu konfliktu stwierdził wręcz, że działania jego pułku na froncie abchasko-gruzińskim przypominały ćwiczenia wojskowe, tyle że prowadzone w realnych warunkach bojowych. Przez 10 dni desantnicy ze Stawropola bez żadnych przeszkód grasowali po terytorium zachodniej Gruzji. Spadochroniarze przejechali ponad 550km blokowali ważny strategicznie punkt jakim było wyjście z Wąwozu Kodori, zajęli Zugdidi i Senaki. W ręce rosyjskich spadochroniarzy wpadły wielkie ilości sprzętu, natomiast Gruzini nie byli nawet w stanie staić im poważniejszego oporu. Stąd opinia majora Baranczikowa, który na czele swojej „razwiedki” stanowił zazwyczaj awangardę pułku, nie jest chyba wcale przesadzona.

Desantnicy z 247. pułku działali jak zmechanizowana piechota, w ciężkiej kolumnie zmechanizowanej. Do dzisiaj podstawowym wozem bojowym desantu jest wprowadzony do służby w 1985r. BMD-2. Co prawda w latach 90. do służby wchodziły także BMD-3, ale wciąż w niewielkich ilościach (w 2000r. było ich zaledwie ponad sto), podczas gdy najnowszy BMD-4 – publicznie pokazany po raz pierwszy w 2004r. na moskiewskiej wystawie IDELF/Interpolitex – to dopiero kwestia przyszłości rosyjskich WDW. nie da się ukryć, że BMD-4 bez wątpienia znacząco wzmocni siłę pododdziałów spadochronowych, ale trudno przypuszczać, by szybko i w większych ilościach wszedł do służby. Pierwsze dostawy tego sprzętu rozpoczęły się w 2005 roku i do końca 2008 roku zaplanowano dostarczyć WDW ok. 60 tych pojazdów (2 bataliony). Pierwsze BMD-4 weszły do uzbrojenia 106. Gwardyjskiej DPow-Des. z Tuły, która w wojnie z Gruzją udziału nie brała. Wiele jednak jednostek WDW ma na swoim wyposażeniu sprzęt typowy dla jednostek wojsk lądowych, na przykład BMP-2 i BTR-80.

Wielkim sukcesem 247. pułku było zajęcie bez walki bazy gruzińskiej w Senaki, skąd Gruzini wycofali się w popłochu. Łupem desantników padło wiele różnorakiego sprzętu wosjkowego, w tym gruzińskie czołgi, BWP-y i BTR-y. Jak się jednak okazało, najcenniejszym trofeum zdobytym przez pułk były 2 wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych BUK-1 i inne pojazdy tej baterii, nieudolnie zamaskowane w okolicach lotniska w Senaki. Bazę w Senaki wojska gruzińskie opuściły w wielkim popłochu, zostawiając wiele sprzętu, a nawet dokumenty. Mimo, że Gruzini znajdowali się w panicznym odwrocie, można się było jednak liczyć- jak się później- okazało z działalnością gruzińskich jednostek specjalnych, które podjęły próbę zniszczenia cennego sprzętu, jakim był nowoczesne BUK-i (pochodziły one z Ukrainy). Pojazdy zdobytej baterii BUK-ów, w tym wspomniane dwie wyrzutnie rakietowe, wywożono z zajętego obszaru w dwóch kolumnach zmechanizowanych. Pierwsza kolumna, składająca się z „razwiedki” pułku, dowodzona przez majora Baranczikowa, została ostrzelana z granatników przy wyjeździe z Zugdidi. Ostrzał prowadzony z obu stron drogi okazał się nieskuteczny, a sama kolumna, zwiększając prędkość, szybko wyszła z zagrożonego rejonu; także druga kolumna została nieskutecznie ostrzelana. Pozostawiwszy BUK-i w punkcie kontrolnym rozmieszczonym ok. 3km od miejsca zasadzki desantnicy z kompanii rozpoznawczej Baranczikowa zawrócili na miejsce zasadzki, ale przeciwnika już tam nie było.

Rajd na Gori

Obrzeża Gori

Tymczasem na froncie w Osetii Płd. został rozwinięty 104. pułk des.-szt. ze składu 76. DPD. Alarm w dowództwie 76. DPD został ogłoszony już 8 sierpnia ok. 3.00 w nocy. O wspomnianej godzinie do dowództwa dywizji został wezwany dowódca 104. pułku Gienadij Władimirowicz Anaszkin i otrzymał za zadanie sformowania batalionowej grupytaktycznej, która natychmiast miała został wysłana na Kaukaz. Początkowo gotowość bojową grupa bojowa miała osiągnąć o 7.00 rano 9 sierpnia, ale ostatecznie termin ten przesunięto i pierwsze wyloty samolotów Ił-76 z desantnikami na pokładzie zaczęły się o 16.00.

Pierwsza grupa spadochroniarzy była transportowana 15 samolotami Ił-76, które lądowały w Biesłanie w dwuch rzutach (8 i 7). Po wyładowaniu wozów bojowych spadochroniarze podjęli nocny przemarsz z Biesłanu do tunelu Roki, który już wówczas był zapchany kolumnami 58. Armii, a potem drogą zarską przemieścili się do Dżawy, na północ od Cchinwali. 9 sierpnia 104. pułk des.-szt. otrzymał za zadanie przejścia na zachodnie obrzeża Cchinwali i oczyszczenia tego obszaru z wojsk gruzińskich lub ewentualnie zepchnąć ich na granicę osetyjsko-gruzińską. Spadochroniarze nie znali sytuacji w Cchinwali, wiedzielki tylko, że toczą się tam walki. W marszu po górskich drogach kolumna pułku została zaatakowana przez gruziński samolot, ale nie poniosła strat. Samolot został przepędzony ogniem przenośnych zestawów PLOT (Strzała lub nowsza Igła). 104. pułk des.-szt. zajął nakazany teren, ale przeciwnika nie napotkano. W nocy przeczesano okoliczne wioski.

Rankiem 10 sierpnia pułk otrzymał zadanie przejścia w rejon rubieży Cchinwali. Walki o obrzeża miasta powoli zamierały, a Gruzini byli w pełnym odwrocie w kierunku Gori. Desantnicy otrzymali wówczas nowe zadanie- mieli podjąć rajd na Gori, jako forpoczta głównych sił rosyjskich 58 Armii. Zgodnie z rozkazem pułk miał przekroczyć granicę osetyjsko-gruzińską i dotrzeć w rejon Gori, po czym miał za zadanie zająć pozycję na południowo-zachodnich rubieżach miasta, zajmując miejscowość Wariani.

Improwizowana zmechanizowana kolumna pułkowa wykonująca zadanie rajdu na tyły przeciwnika składała się z dwóch kompanii desantników (ok. 200 ludzi) na wozach bojowych desantu BMD-2, jako wsparcie w składzie kolumny znalazły się 4 armato- moździerze 120mm BTR-D Nona i 3 BTR-y z działkami przeciwlotniczymi ZU-23. Ledwo kolumna zaczęła wykonywać nowe zadanie, stała się celem ataku gruzińskiego szturmowego Su-25. Jak wynika z zeznać Anaszkina gruzińskiego Su-25 zestrzelono po kilku wystrzałach z przenośnych środków PLOT (wg. Rosjan pilot katapultował się i został wzięty do niewoli).

Granicę gruzińską kolumna przekroczyła we wsi Chetagurowo i wkrótce została ostrzelana przez gruzińskie czołgi rozmieszczone w jakimś lasku. Kolumna szła na pełnej prędkości, w wyniku ostrzału strat nie poniesiono. Za kolumną zapaliła się natomiast sucha trawa. Dym i ogień skryły kolumnę przed dalszym ostrzałem, być może Rosjanie postawili także sztuczną zasłonę dymną.
Kolumna znalazła się na głebokich tyłach gruzińskich i szła prosto na Gori. Anaszkin pokonał marszem bez problemów 40km, nikt nie próbował Rosjan zatrzymać. W Wariani napotkano żołnierzy gruzińskich, zupełnie zaskoczonych pojawieniem się Rosjan. Na stacji znajdowało się sporo różnego rodzaju sprzętu wojennego. Rozsjanie przystąpili z marszu do ataku. Doszło do walki, która trwała około godziny i zakończyła się rozbiciem garnizonu Wariani. W ręce rosjan wpadło dużo sprzętu wojennego.

Żołnierze Specnazu

104. pułk des.-szt. stanowił awangardę sił rosyjskich nacierających na Gori. za pułkiem Anaszkina podążała 693 Pzmech z 19. DZmech, któremu przekazano trofea i jeńców. Wkrótce podeszły siły całego pułku i zajęto obronę okężną, Gruzini jednak nie byli w stanie przeprowadzić żadnej akcji zaczepnej. Dalsze zadanie 104. pułku, które otrzymał on dnia 11 sierpnia, polegało na podejściu do Gori i zajęciu pobliskiego wzgórza, co wykonano bez przeszkód. Z zaskoczenia, wykorzystując swe lepsze położenia (desantnicy byli wyżej), Rosjanie rozbili ogniem baterię armat PPANC., która miała stanowisko niedaleko jakiegoś lasku. Na tym wzgórzu okalającym Gori pułk przeszedł do obrony. W nocy było widać, jak kolumny wojsk gruzińskich wykonują odwrót. Gruzini porzucali na drodze sprzęt wojskowy, wśród niektórych oddziałów, głównie składających się z rezerwistów widoczna była panika.
W opuszczonym przez Gruzinów Gori desantnicy zdobyli duże ilości sprzętu i uzbrojenia. 12 sierpnia w Goriu pułk zakończył aktywne działania bojowe, następnie został wycofany do Osetii Płd., a potem na miejsce swego stacjonowania- do Pskowa. Straty batalionu wg. rosyjskich danych- to jeden człowiek zmarły z ran oraz 9 rannych, natomiast inne źródła nieoficjalne mówią o 3 zabitych. Tak czy owak straty spadochroniarzy nie były zbyt wielkie, biorąc pod uwagę zadanie, jakie pułk wykonywał. Warto jeszcze wspomnieć, że w skład 104. pułku desantowo-szturmowego wchodzili wyłącznie żołnierze kontraktowi.

W nagrodę likwidacja…

Batalion Wostok

Dla obu czeczeńskich batalionów specnazu „Zapad” i „Wostok” okres powojenny przyniósł restrukturyzację, co de facto oznacza ich…rozformowanie. Zastępca dowódcy rosyjskich wojsk lądowych, generał pułkownik Władimir Mołtienskoj, poinformował 8 listopada o faktycznej likwidacji obu batalionów GRU. Jednostki te (wchodzące oficjalnie w skład 42. DZmech), pozostaną nadal na terenie Czeczenii, zostaną jednak przekształcone w kompanie. Faktyczna likwidacja batalionów, które do niedawna były w znacznym stopniu niezależne od prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa, bardzo wzmacnia jego pozycję i należy ją postrzegać wyłącznie z perspektywy politycznej. Dla prokremlowskiego prezydenta Ramzana Kadyrowa, który od chwili objęcia swego urzędu dąży do kontrolowania wszystkich struktur siłowych w republice, były one główną przeszkodą na drodze do pełnej monopolizacji władzy. Kadyrowowi udało się najpier zneutralizować jako autonomiczną siłę polityczny batalion „Zapad”- jego dowódca, został zastępcą komisarza wojskowego republiki, a żołnierze zostali skierowani do służby w rosyjskich tzw. siłach pokojowych w Abchazji. Następnie Kadyrow próbował pozbawić stanowiska dowódcę batalionu „Wostok”, Sulima Jamadajewa i wysłał za nim list gończy (Jamadajew ukrył się na terenie Osetii Południowej), tymczasem 24 września zastrzelono w Moskwie Rusłana Jamadajewa, brata Sulima i byłego deputowanego do rosyjskiej Dumy (początkowo niektóre media podawały błędnie, że zginąć właśnie Sulim, dowódca batalionu „Wostok”).

Faktyczna likwidacja batalionów „Wostok” i „Zapad” wzmacnia Ramzana Kadyrowa. Tym bardziej, że gen. Mołtienskoj miał zapowiedzieć powołanie komisji do zbadania przestępstw, o które Kadyrow oskarża dowódców i żołnierzy obu batalionów. Natomiast w samej Gruzji i obu separatystycznych republikach pozostały rosyjskie siły okupacyjne. Fakt, że rozmieszczane są na Kaukazie pododdziały wojsk WDW, jest już swego rodzaju rosyjską tradycją sięgającą jesze lat 90.
Tekst ukazał się w miesięczniku „Komandos” (nr. 01/2009) Autorem jest Marcin Gawęda.

Contact Us

Powered by themekiller.com