DRZEWO WYRWANE Z KORZENIAMI- WYWIAD

DRZEWO WYRWANE Z KORZENIAMI- WYWIAD
Na naszej stronie znajdują się już wywiady z politykami, reprezentantami kilku stron konfliktu. Wielokrotnie jednak podkreślamy, że prawdziwy dramat dotyka zwykłych ludzi w strefie wojny. Wywiad był planowany od dłuższego czasu. Problemem były odpowiednie pytania a przede wszystkim rozmówca, który zgodzi się porozmawiać szczerze o tych kilku dniach z sierpnia 2008 roku.
 
Odezwała się do nas Pani Ekaterina, wówczas 14 letnia dziewczyna mieszkająca niedaleko Cchinwali…

Aktualnie mieszkasz w Polsce. Gdzie w Gruzji mieszkałaś w 2008 roku?
Wtedy mieszkałam 3km od Cchinwali, w miejscowości Eredwi. Mieszkali tam nie tylko Gruzini, ale również Osetyjczycy. Miałam wtedy 14 lat chodziłam do szkoły i zajmowałam się tym czym zwykle zajmują się dzieci w tym wieku.

To nie jest tak, że ‚ja jestem Gruzin- ty Osetyniec i teraz będziemy do siebie strzelać’. To jest mit.

Historia Gruzji jest związana z Rosjanami, Abchazami i Osetyńcami. Czy zauważałaś niechęć i wzajemną izolację?
Osobiście nie uważam, żeby istniał problem wrogości między Gruzinami, Abchazami i Osetyjczykami. W miejscowości, w której mieszkałam mieszkali obok siebie Gruzini i Osetyjczycy. Nigdy nie powodowało to problemów. Powiem więcej, osetyjskie dziewczyny często wolały wyjść za mąż za Gruzina, niż za Osetyjczyka. Były tam naprawdę dobre relacje.

Jak wspominasz Osetyńców?
Bardzo miło. Oczywiście pojawiały się pewne trudności i różnice, ale w Gruzji mieszka naprawdę wiele nacji i potrafią one ze sobą współżyć i dostosowywać się. To nie jest tak, że ‚ja jestem Gruzin- ty Osetyniec i teraz będziemy do siebie strzelać’. To jest mit. Wrogość przychodzi gdy relacje i nastawienie są bardzo złe. Tam gdzie mieszkałam nie było czegoś takiego.

Jak pamiętasz lato 2008 roku? Czy w gruzińskich mediach pojawiały się przesłanki o nadciągającej wojnie?
Zacznijmy od tego, że od 2 lat przed wybuchem wojny następowały wymiany ognia na granicy Osetii. Pamiętam jak samochody wojskowe z rejestracjami rosyjskimi i osetyjskimi przyjeżdżały do nas, do Eredwi. Nie był to dla nas problem, bo Eredwi leży przy granicy Osetii.

Chyba w 2007 roku Osetyjczycy ogłosili zamknięcie tej granicy. Władze gruzińskie zapewniły alternatywną trasę do Osetii przez góry. Raz tamtędy jechałam. Góry są bardzo wysokie, a droga niebezpieczna. Trzeba być dobrym kierowcą, żeby bezpiecznie dojechać do celu.

Co ze swobodą przekraczania granicy?
Gruzińska strona pogranicza była zdecydowanie bogatsza. Ludzie mieli za co żyć. W Ergneti i Cchinwali odbywał się handel między Gruzinami i Osetyjczykami. Nie było z tym żadnego problemu a Gruzini mogli również jeździć do Rosji sprzedawać swoje towary. Od 2007 roku zaczęły się problemy, zniknęła ta swoboda w handlu. Dużo Gruzinów wciąż miała znajomych i rodziny w Cchinwali czy innych miejscowościach po drugiej stronie granicy.

Pamiętam bardzo dobrze jak na początku nasi mówili ‚wygramy’

Gdzie byłaś gdy dowiedziałeś się o rosyjskiej interwencji?
Pamiętam, że była noc, słyszeliśmy strzały. Nikt nie był zdziwiony, myśleliśmy, że to ćwiczenia lub wymiana ognia przy granicy. Spałam. Rodzice obudzili mnie i powiedzieli, że wojna się zaczęła. Na początku był chaos. Każdy biegał bez celu, nikt nie wiedział co się dzieje. Nikt nie pakował swojego dobytku bo myśleliśmy, że wrócimy do siebie jutro, pojutrze. Pamiętam bardzo dobrze jak na początku nasi mówili ‚wygramy’, mówili nawet o tym, że Abchazja wróci do Gruzji. Nasza armia szła do przodu. Jak porównamy armię gruzińską i osetyjską to zobaczymy ogromną różnicę. Osetyjczycy nie byli w stanie samodzielnie prowadzić wojny. Zanim przybyła pomoc rosyjska, Gruzini wygrywali.

Bardzo często pada pytanie ‚kto zaczął?’. Osobiście uważam, że przyczyną była prowokacja rosyjska. Gruzini nie strzelali przed wojną, nie przeprowadzali manewrów przy granicy. Z drugiej strony granicy strzały padały dużo częściej.

Machałyśmy do naszych chłopaków, którzy jechali do strefy walk. Później te same samochody wracały. Tylko już bez chłopaków.

Rodzice ubrali mnie i wyjechaliśmy z Eredwi. Wyjazd był trudny. Ludzie panikowali. Mój ojciec został na miejscu. Prowadził zajęcia obronne dla ochotników, młodych chłopców może 17-18 letnich. Z mamą wyjechałyśmy do Gori. Miasto to było kolejnym po Cchinwali celem Rosjan.

Pamiętam jak siedziałyśmy razem z ciocią przy stole i w tym momencie spadła bomba. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie widziałam: dosłownie w jednym momencie miasto opustoszało. Wszyscy, którzy mieli samochody pakowali swoje rodziny i wyjeżdżali. Nie było z nami mojego taty, nie miałyśmy samochodu i musiałyśmy zostać w mieście. Mieszkałyśmy na 4 piętrze.

Z koleżanką stawałyśmy przy drodze po której przemieszczała się armia gruzińska. Machałyśmy do naszych chłopaków, którzy jechali do strefy walk. Później te same samochody wracały. Tylko już bez chłopaków. Część zginęła, część była ranna. Te obrazy zapamiętam na całe życie.

Podczas drugiego ataku, który przeżyłam byliśmy u sąsiada. Mama kazała mi leżeć na podłodze i zasłoniła mnie swoim ciałem. Pewnie dużo by to nie pomogło, ale myśleliśmy tylko o tym, żeby coś zrobić, żeby przeżyć.

Bardzo dobrze zapamiętałam też, jak nasi chłopcy na podwórku ustawili samochód wypchany amunicją. Nie było miejsca, gdzie można by go ukryć przed lotnictwem. Moja mama próbowała im pomóc zamaskować samochód gałęziami.

Jak wydostaliście się z Gori?
Po rodzinę mieszkającą w naszym bloku przyjechał samochód. Moja mama prosiła ich, żeby nas zabrali. Ale dokąd jechać? Większość uciekała do Tbilisi, do stolicy. Część ludzi uciekła w góry, spali w lesie. Nie było to bezpieczne.

Moja ciocia trzymała zapasy w piwnicy. Zostawiła ją otwartą dla naszej armii, żeby żołnierze mieli co jeść. Nikt nie wiedział ile potrwa wojna. Jedną noc spędziłyśmy w tej piwnicy. Bałyśmy się być podczas bombardowań na 4 piętrze. Baliśmy się, że jak coś trafi w blok- to koniec. Z drugiej strony jak teraz o tym myślę chronienie się w piwnicy też nie było najbezpieczniejsze.

Do Tbilisi zabrał nas sąsiad, ojciec mojej koleżanki. Wielu uciekało z miasta na pieszo. Przez okno widzieliśmy rosyjskie śmigłowce i samoloty. Baliśmy się, że nas trafią. W drodze moja mam mówiła, że ostatnie uderzenie będzie na Tbilisi ‚najsmaczniejszy kawałek zachowają na koniec’.

Rosjanie byli lepsi od Czeczenów. Była taka jednostka czeczeńska… Dzieci, kobiety, mężczyźni, dla nich nie było różnicy.

Mój kuzyn został w Chaszuri, które zostało zajęte przez Osetyjczyków i Rosjan. Mówił, że Rosjanie im pomagali i starali się ich chronić. Rosjanie byli lepsi od Czeczenów. Była taka jednostka czeczeńska… Dzieci, kobiety, mężczyźni, dla nich nie było różnicy. Oni nie znali litości. Gwałcili, mordowali. Trudno mi teraz o tym rozmawiać. Rosjanie za wódkę i jedzenie opiekowali się Gruzinami. Ale co było bolesne- Rosjanie mieli listę. Na liście były nazwiska tych, którzy mieli w rodzinie żołnierzy, policjantów itp. Domy tych rodzin rosjanie palili. Bliscy często niszczyli mundury, dokumenty, dyplomy akademii wojskowych. Moja ciocia spaliła dyplom swojego syna. On wtedy służył w armii. Był dowódcą ‚dwudziestki’. Tak to się chyba nazywa? Nie rozmawiam o tym z moim kuzynem. To dla niego bardzo trudne. Może kiedyś… On też walczył w wojnie z Abchazją.

Od kilku dni ciągle uciekałyście. Jak radziłyście sobie w Tbilisi? Kto wam pomagał?
Przyjechaliśmy do Tbilisi. Pytanie: gdzie będziemy mieszkać? W stolicy na chwilę zatrzymaliśmy się u cioci od strony ojca. Ale była tam już większa część rodziny i nie mogliśmy tam długo zostać. Uchodźców umieszczano w szkołach, przedszkolach, akademikach. W życiu nie zapomnę gdy pierwszy raz weszłam do pokoju gdzie mieliśmy mieszkać. To było okropne. W budynku nie było prądu, nie mówiąc o łazienkach czy toaletach. To był stary akademik uniwersytetu medycznego. Na 3 i 4 piętrze mieszkali uchodźcy z Abchazji, uchodźcy z Osetii i Gori zajmowali pierwsze dwa piętra. Ludzie musieli sobie pomagać. Bardzo pomogli nam mieszkańcy Tbilisi, zwykli ludzie. Pomagali też ci, którzy pamiętali wojnę w Abchazji. Oni wiedzieli czym jest wojna. Ludzie spali na korytarzach. Później, pamiętam, przyszła pomoc od państwa, od UNICEF i z Polski. Najbardziej zapamiętałam dzieci. Może to zabrzmi głupio, ale one nie wyglądały jak dzieci. Trzy-czterolatki, którym rodzice musieli wytłumaczyć, że ‚kochanie jest wojna, straciliśmy wszystko, nie masz zabawek, nie zaśniesz w swoim pokoju’. Jak to można wytłumaczyć to dziecku i kazać spać i żyć w tak nienormalnych warunkach? Pamiętam te dzieciaki, czasem spotykam je teraz, gdy są dorosłe. One jednak nie do końca pamiętają jak wtedy reagowały na sytuację. Mam znajomych, którzy dziś nie mają nawet swoich zdjęć z dzieciństwa. Czujemy się jak drzewo wyrwane z korzeniami… Nie możesz odwiedzić grobu dziadka, matki, ojca, męża. To jest coś okropnego. Ludzie wciąż żyją z nadzieją, że kiedyś tam wrócą. Mój ojciec planował, że wybuduje dom. Wszystko zaplanował. Fakt jest jednak taki, że niestety na razie nie ma na to szans.

Komu Twoim zdaniem zależało na tej wojnie? Kto jej potrzebował?
Na pewno nie Gruzji. W wyniku wojny Gruzja utraciła terytorium, musiała pomóc uchodźcom. Rosja już od dawna planowała atak. Są informacje o tym, że planowali wojnę od kilku lat. Oczywiście mieli dobry pretekst- jak zawsze ‚ochrona obywateli rosyjskich’. Dlaczego? Dlatego, że chyba od 2 lat przed wojną były wydawane rosyjskie paszporty. To było przygotowanie. Trzeba jednak zaznaczyć, że Rosjanie umożliwili sprawną ewakuację Gruzinom z Osetii przez specjalny korytarz humanitarny. Gdyby nie to na pewno było by dużo więcej ofiar.

Później widzisz, że to nie jest ‚zabawa’, widzisz jak ludzie giną, spadają bomby, chowasz się w piwnicy.

Jaka była Twoja pierwsza myśl gdy dowiedziałeś się, że Twój kraj jest w stanie wojny? Co mówili Twoi znajomi i rodzina? Co mówiły media?
Troche trudno było mi zrozumieć o co chodzi. Wydawało mi się, że to jest taka ‚gra’. Czytałam wcześniej o wojnie, ale ciężko uwierzyć, że zaczyna się ona tak poprostu. Na początku myślisz, że to potrwa dzień, dwa, góra trzy. Później widzisz, że to nie jest ‚zabawa’, widzisz jak ludzie giną, spadają bomby, chowasz się w piwnicy. Wszyscy mówili o tym gdzie będzie bezpiecznie, gdzie można się ukryć. Niektórzy zmieniali swoje ‚kryjówki’ 3-4 razy. Wszyscy chcieli być bezpieczni, ale jak to zrobić, skoro nikt nie wiedział gdzie ONI są i skąd przyjdą.

Media oczywiście reagowały, próbowały nagłośnić sprawę na arenie międzynarodowej, prosiły o pomoc. Spowodowało to, że ś.p. Lech Kaczyński przyjechał z 4 innymi prezydentami do Tbilisi.

To nie było tak, że rząd Gruzji nic nie zrobił. Rosja bardzo otwarcie pokazała o co jej chodzi. Próbowano ratować kraj, walczyć. Wspominałam, że mój ojciec uczył młodzież obronności, mój kuzyn był żołnierzem. Jeśli 16 letni chłopak zostaje w domu i wysyła całą rodzinę w bezpieczne miejsce- to to też jest walka. Dzięki Bogu nikt z mojej rodziny nie zginął w tej wojnie, ale niestety znam ludzi, którzy stracili swoich bliskich…

Czy Gruzini liczyli na wygraną?
Trudno powiedzieć. Liczyli na wygraną, tak długo jak Osetia była sama. Gdy przyszła pomoc z Rosji to była już walka z ogromną potęgą wojskową. Armia gruzińska nie była w stanie pokonać armii Federacji Rosyjskiej.

Jak zareagowałeś na wizytę prezydentów Polski, Litwy Estonii i Ukrainy w Tbilisi?
Rosja mogła w przysłowiowe kilka minut zająć całą Gruzję gdyby wykorzystali całą swoją siłę, gdyby nie prezydent Lech Kaczyński. Dzień gdy prezydenci przylecieli do Tbilisi jest dla mnie takim ‚świętym dniem’. Wtedy naprawdę Gruzja pozostała Gruzją, niepodległym krajem. Rosjanie stali niedaleko Tbilisi. Wierzę, że to był ich ostatni cel. Wierzę, że chcieli zająć miasto, zlikwidować Saakaszwilego i przejąć kontrolę nad Gruzją. Lech Kaczyński pokazał prawdziwą przyjaźń. Nikt nie odważył się aby stanąć do walki, wszyscy bali się co zrobi Rosja. Pamiętam jak wszyscy biegli na Plac Wolności, gdzie ludzie protestowali, przemawiał nasz prezydent. Ludzie mówili, że przylatuje prezydent Polski z 4 innymi prezydentami- żeby nas ratować.

Gruzja pozostała Gruzją, niepodległym krajem.

Dojechaliśmy do placu i zobaczyliśmy tłum ludzi. Morze flag. Flagi Polski, Unii Europejskiej, Gruzji. Lech Kaczyński miał niesamowite przemówienie. Wszyscy bali się, że za chwilę Rosjanie wejdą do Tbilisi czy Batumi. Polski prezydent, jednego z największych krajów Europy stał obok nas i przywiózł ze sobą 4 innych prezydentów. Gruzini poczuli, że będą żyć w niepodległym państwie. Nasz naród nie zapominają. Dobrze pamiętamy co Polska dla nas wtedy zrobiła. Szanuję innych prezydentów, którzy wtedy przylecieli, ale najważniejszym był prezydent Polski. Do dzisiaj gdy Polak pojedzie do Gruzji i powie skąd jest wszyscy reagują jednakowo ‚Kaczyński!’, automatycznie wszyscy zapraszają do siebie, próbują się odwdzięczyć, pamiętają, że Polska stała obok Gruzji w chwili próby.

Co zmieniło się w Twoim kraju po wojnie?
Zacznijmy od tego, że wojsko rosyjskie nie wróciło ‚do siebie’. Oczywiście większość wróciła, ale do dziś Rosjanie stoją na granicy Osetii. Ja zawsze mówię, że to była wojna Gruzińsko- Osetyjska bo tam narodził się pretekst do wojny. W rzeczywistości była to wojna Gruzińsko- Rosyjska. Przy granicy powiewają rosyjskie flagi, nie osetyjskie. Co to znaczy? Tyle, że Osetia została wykorzystana przez Rosję. Dla mnie wojna się nie skończyła. Do dziś Gruzini są aresztowani, przetrzymywani, Rosja przesuwa granice. Gruzja reaguje, prosi o pomoc na arenie międzynarodowej. Faktem jednak jest, że sytuacja się nie zmienia. Latem tego roku znowu przesunięto granice o 2 kilometry. To jest kawałek ziemi, ale na tej ziemi mieszkają ludzie. Mają swoje domy, gospodarstwa. Nagle wszystko tracą bo ‚przepraszamy, ale granica została przesunięta’. Jak tak można? Wojna po cichu trwa do dzisiaj. Przynajmniej teraz ludzie nie giną. Rosja po kawałku zajmuje Gruzję.

Oni robią to co chcą i co mają zaplanowane.

Co dalej? Często mówi się o Gruzji w kontekście Unii europejskiej i NATO. W jakim kierunku powinna iść Gruzja?
Gruzja musi iść w kierunku zachodu. Do NATO, do Europy. W żadnym wypadku nie do Rosji. Oczywiście wierzę, że z Rosją można utrzymywać dobre relacje polityczne czy ekonomiczne, ale nie można dopuścić do tego, żeby Gruzja była w rosyjskiej strefie wpływów. Gruzja za dużo cierpiała przez Rosję. Powstają porozumienia dotyczące granic i tak dalej. Rosja rozmawia, ale robi swoje. Rozmowy nie przynoszą skutków. Oni robią to co chcą i co mają zaplanowane.

Gruzja idzie do przodu. Mam ogromną nadzieję, że Gruzja kiedyś dołączy do NATO i UE. Jednak obecnie uważam, że w najbliższych latach nie będzie to możliwe. Powodem jest to, że blisko 35% terytorium jest okupowanych i statut NATO nie pozwala na członkostwo takich krajów. Bardzo się cieszę, że Sojusz nam pomaga. W tym roku rozpoczęło się kolejne szkolenie prowadzone przez kraje członkowskie dla armii gruzińskiej. To jest ogromne wsparcie. Są duże projekty UE, które pomagają i dbają o rozwój Gruzji i mam nadzieję, że to wszystko będzie skutkowało zjednoczeniem terytorium, silną gospodarką i co najważniejsze silną armią. W latach 2000-2003 armia szczerze mówiąc praktycznie nie istniała. Nawet nie było jednolitych mundurów. Nasi chłopcy nie mieli swojegu munduru. Wielu młodych ludzi teraz służy w armii. Mają naprawde dobre warunki. Szkoły oficerskie i wojskowe mają wysoki poziom i cieszą się popularnością.

W całym tym bałaganie najbardziej boli mnie ciągłe przesuwanie granicy…

Pani Ekaterina jest aktualnie studentką Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale Stosunków Międzynarodowych. Działa w diasporze gruzińskiej, promuje kulturę i zwyczaje gruzińskie w Polsce.

Rozmawiał Artur.

Contact Us

Powered by themekiller.com