08.08.08 – Skutki

Przyczyny

Przebieg

Skutki

Wojna w Gruzji – Skutki

Wojna w Gruzji

08.08.08

Ocena działań wojskowych prowadzonych w czasie pierwszej wojny gruzińskiej jest bardzo trudna, gdyż dysponujemy głównie przekazami medialnymi wygenerowanymi przez obie strony konfliktu, a materiały analityczne są wciąż pełne niedomówień i domniemań. Nie może to z resztą dziwić, gdyż od zakończenia konfrontacji upłynę­ło zaledwie kilkanaście tygodni.

W wymiarze taktycznym pierwsza faza dzia­łań gruzińskich została dobrze zaplanowa­na i sprawnie przeprowadzona. Siły pierwszego rzutu wykazały sie dobrym poziomem wyszkolenia i duchem zaczepnym, zaś dowództwo spraw­nie ?zarządzało? walką. Część analityków wska­zuje jednak na różnicę w poziomie wyszkolenia między piechotą, a artylerią (co wymaga jednak weryfikacji), oraz między piechotą, a przydzieloną jej jako wsparcie bronią pancerną. Drugą z po­stawionych tez potwierdzać mogą straty w czoł­gach, które Gruzini ponieśli podczas walk w Cchinwali od ognia ręcznych środków przeciw­pancernych. Lotnictwo gruzińskie udzieliło pie­chocie wsparcia ogniowego, choć trudno obec­nie oceniać, jaka była jego rzeczywista rola w boju.
W momencie wejścia do działań wojsk rosyj­skich pierwszorzutowe pododdziały gruzińskie potrafiły sprawnie przejść do działań obronnych i powstrzymać pierwsze uderzenia. Należy jed­nak pamiętać, że Rosjanie wprowadzali siły do walki w miarę ich napływania do rejonu dzia­łań, nie zaś w formie skoordynowanego zwrotu zaczepnego. Waz z narastaniem ilości sił prze­ciwnika sytuacja Gruzinów stawała się coraz trud­niejsza. Składały się na to dwie zasadnicze przy­czyny: potęgująca się przewaga rosyjska oraz praktyczny brak odwodów, które mogłyby tę przewagę liczebną częściowo choćby zniwelo­wać. Co więcej zmobilizowanie rezerwy w posta­ci Gwardii Narodowej przyniosło, według części materiałów gruzińskich, efekt odwrotny od zamie­rzonego.
Źle wyszkoleni i kiepsko uzbrojeni rezerwiści nie tylko nie wzmocnili sił operacyjnych, ale zara­zili walczących na froncie żołnierzy defetyzmem i panikarskimi nastrojami. W rezultacie Gruzini nie byli w stanie sprawnie wykonać odwrotu (jest to jedno z najtrudniejszych zadań dla każdej armii), który przerodził się w paniczną ucieczkę. Żołnie­rze porzucali nie tylko ciężki sprzęt, ale również broń osobistą i ekwipunek, a nawet zanotowano przypadki zrzucania mundurów i poszukiwania cywilnej odzieży u miejscowej ludności. Zasadni­czy komponent operacyjny sił zbrojnych Gruzji został więc całkowicie rozbity. Być może jest to ocena przerysowana, ale wydaje się, że Gruzi­nom zabrakło ?dojrzałości operacyjnej?, okazali się zdolni do sprawnego przeprowadzenia za­wczasu zaplanowanych działań taktycznych, ale nie potrafili skutecznie i spójnie działać, gdy pier­wotna koncepcja się załamała. Krótka zakończo­na klęską kampania złamała też bez wątpienia z trudem budowane morale armii. Odbudowa ?wojska gruzińskiego? będzie zatem problemem złożonym, zarówno w wymiarze finansowym i technicznym, jak i przede wszystkim psycholo­gicznym.

Choć może zabrzmieć to paradoksalnie, gru­zińska akcja wojskowa w zasadzie nie miała wymiaru operacyjnego, gdyż wobec przyjęcia ży­czeniowego założenia, że Rosja interweniować nie będzie lub też nie zdoła interweniować przed ?zamrożeniem? walk przez międzynarodo­wą mediację zaangażowanie militarne miało się rozpocząć i zakończyć na poziomie taktycznym. W rezultacie, gdy konfrontacja wymknęła się spod kontroli władz w Tbilisi siły Abchazów, przy wsparciu Rosjan, bez większych trudności zniosły ubezpieczenia przeciwnika, wtargnęły do Wąwozu Kodori i w ciągu dwóch dni wyparły z niego siły gruzińskie.
Tym samym Gruzja utraciła ostatnią kontrolowaną przez siebie część Abchazji, która została zajęta w roku 2006 w toku ryzykownej (ze wzglę­du na możliwą juz wówczas reakcję Moskwy) operacji woskowej. Wykorzystując to, prezydent Abchazji, Siergiej Bagapsz, ogłosił osiągnięcie granicy Abchazji z 1921 roku, czyli ?pełne wy­zwolenie kraju?. Z Abchazji wyszły następnie działania rosyjskie na Poti, w trakcie których zniszczono między innymi, zablokowaną tam, gruzińską marynarkę wojenną.

Oficjalnie straty gruzińskie wyniosły podczas trwania konfliktu 215 zabitych (w tym 69 osób cy­wilnych i 13 policjantów) oraz 1496 rannych. Z kolei według publikacji rosyjskich straty prze­ciwnika sięgnąć miały i 500 zabitych. Wydaje się, że prawda jak zwykle leży po środku. Nie ule­ga natomiast wątpliwości, że Gruzja straciła zde­cydowaną większość ciężkiego sprzętu (w tym praktycznie całą marynarkę wojenną i wojska lot­nicze) oraz poniosła bardzo poważne straty w in­dywidualnej i zespołowej broni strzeleckiej, w wy­posażeniu wojskowym i infrastrukturze militarnej. Kraj poniósł ponadto bolesne szkody w infra­strukturze cywilnej (system energetyczny, drogi, linie kolejowe), zaistniała tez konieczność znale­zienia przed zimą domów dla uchodźców (dane dotyczące uchodźców są kolejnym elementem wojny propagandowej miedzy stronami, w związ­ku z czym trudno przytoczyć wiarygodne dane).

W wyniku błędnych ocen polityczno-strate­gicznych dokonanych przez najwyższe kierownictwo państwa i samego prezydenta kraju Gru­zja poniosła zatem klęskę w polu, tracąc budowaną wielkim wysiłkiem finansowym i orga­nizacyjnym armię. Straty polityczne są jednak jeszcze większe. Z obecnej perspektywy już można postawić tezę, że nieprzemyślana akcja militarna doprowadziła do znacznego odsunięcia w czasie ewentualnego członkostwa Gruzji w NA­TO. W trakcie szczytu Sojuszu, który odbył się na początku grudnia, Tbilisi nie otrzymało oczeki­wanego planu i harmonogramu działań dostoso­wawczych i musiało zadowolić się deklaracją, że organizacja gotowa jest otworzyć się dla Gruzji… w bliżej nieokreślonej przyszłości. W taki sam sposób potraktowano także Ukrainę, co również bez wątpienia jest pokłosiem sytuacji na Kauka­zie. Równocześnie Sojusz zdecydował się na kontynuowanie dialogu z Rosją, co już samo w sobie jest niewątpliwym sukcesem moskiew­skiej dyplomacji. Trudno zatem nie skonstato­wać, że wojna doprowadziła do cofnięcia się Gruzji na drodze do europejskich struktur bezpieczeństwa, co już wystarczy (pomijając straty ludz­kie i zniszczenia materialne), by uznać ją za stro­nę całkowicie przegraną.

Rosja fetuje militarny triumf. Na przykład Anatolij Cyganok, szef Centrum Prognoz Wojskowych w instytucie Analizy Politycznej i Wojsko­wej, napisał: ?wojna na Kaukazie była pierwszym przykładem konfrontacji armii rosyjskiej i systemu wojskowego zbudowanego według wzorca na­towskiego. Fakt, że w ciągu półtorej doby udało się nam zgromadzić porównywalne z przeciwni­kiem siły i rozgromić go, należy uznać za spekta­kularny sukces rosyjskiego oręża?.

Ocena powyższa to jednak bez wątpienia wspaniały przykład urzędowego optymizmu, a stwierdzenie, że armia gruzińska prezentowała standard ?natowskiego wzorca? to już poważne przerysowanie. Rosjanie w konfrontacji z Gruzją wykorzystali przede wszystkim przewagę, którą dysponowali w każdym wymiarze, od struktur do­wodzenia szczebla operacyjnego poczynając, przez siłę ognia, a na ?ilości bagnetów? kończąc. Bardzo krótki czas wojskowej reakcji na gruziń­skie działania wymierzone w Osetię Południowa trzeba ocenić pozytywnie, ale bardziej w wymia­rze polityczno-strategicznym, niż w wymiarze taktycznym i operacyjnym. Krótki ?czas martwy? świadczy po prostu o tym, że plany interwencji rosyjskiej były przygotowane zawczasu, a rosyj­skiemu czynnikowi politycznemu nie zabrakło woli i odwagi, by zapalić wojskowym przysłowio­we ?zielone światło?.

Samo ?poderwanie? sił (zwłaszcza oddziałów ?pogotowia bojowego?) i ich rozwinięcie przeprowadzono sprawnie, choć układ dróg, a zwłasz­cza wspomniany tunel Roki dysponowały ograniczoną przepustowością, co w naturalny sposób kanalizowało ruch wojsk i powodowało powstawanie zatorów. Rozważania o ewentualnym wpły­wie na przebieg działań ewentualnej, skutecznej akcji Gruzinów przeciwko tej arterii to obecnie już czyste ?military fiction? ale podkreślić trzeba, że uchwycenie i zapewnienie drożności tunelu było dla Rosjan w pierwszej fazie działań czynnikiem krytycznym.

Przebieg działań zdaje się jednak wskazy­wać, że dowództwo rosyjskie nie doceniło po­ziomu wyszkolenia i ducha bojowego operacyj­nych związków taktycznych przeciwnika. Działania grup taktycznych prowadzone bez rozpoznania i ubezpieczenia skrzydeł doprowa­dziły do ciężkich strat. W warunkach wsparcia gruzińskiej obrony przez artylerię jej kruszenie zajmowało stosunkowo dużo czasu, mimo po­siadanej przez stronę rosyjska przewagi liczebnej i ogniowej.

Najważniejsze było chyba jednak to, że Ro­sjanie nie byli zdolni razić sił przeciwnika spo­za zasięgu jego ognia. W żaden sposób nie moż­na więc porównać interwencji w Gruzji do alianckich działań prowadzonych zarówno podczas pierwszej, jak i drugiej wojny w Zatoce Perskiej. Okazuje się, że sieciocentryczność jest dalej dla sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej pie­śnią przyszłości. Armia rosyjska nadal pozostaje armią ?drugiej fali?, siłami zbrojnymi sprzed gi­gantycznej rewolucji informacyjnej, w której głę­boko już tkwią najnowocześniejsze organizmy militarne świata. Walczy ona nadal masami piechoty zmechanizowanej wspieranej przez artylerię i czołgi według rozwiązań taktycznych i opera­cyjnych wypracowanych w środkowej i końcowej fazie zimnej wojny.

Trudno zresztą mówić o prowadzeniu wojny ?epoki informacyjnej?, gdy podczas walki regułą, a nie wyjątkiem, są problemy z utrzymaniem łączności (nie wszystko można wytłumaczyć trudnym, górskim terenem, w którym warunki propagacji fal radiowych są naprawdę fatalne), rozpoznanie satelitarne nie zapewnia ciągłego pokrycia rejonu działań, aparatów bezpilotowych było jak na lekarstwo, a w celu rozeznania się w sytuacji trzeba było ściągać samoloty Tu-22MR ze składu lotnictwa strategicznego. Ar­mia rosyjska tkwi więc nadal korzeniami w re­aliach XX wieku.

Według oficjalnych danych rosyjskich siły zbrojne Federacji straciły podczas działań bojowych 64 poległych oraz 323 rannych i kontu­zjowanych (z kolei rosyjscy dziennikarze speku­lują, że mogło zginąć nawet 200 żołnierzy). Armia federalna utraciła też co najmniej kilka­dziesiąt wozów bojowych i co najmniej cztery samoloty bojowe (trzy Su-25 i Tu-22MR, nieofi­cjalnie mówiono jednak o sześciu utraconych maszynach).

Straty armii i sił paramilitarnych Osetii to 22 żołnierzy i 10 funkcjonariuszy MSW (biorąc pod uwagę zażartość choćby walk w Cchinwali wydaje się, że są one poważnie zaniżone). Z ko­lei prokurator generalny Osetii stwierdził we wrześniu, że na liście poległych i zaginionych bez wieści podczas działań wojennych znajduje się 1692 obywateli republiki. Dokonano jakoby ekshumacji i identyfikacji 276 ciał ofiar ataku ar­mii gruzińskiej na Cchinwali (informacji tej nie po­twierdziły źródła niezależne, ale biorąc pod uwa­gę intensywność gruzińskiego ostrzału w pierwszej fazie konfliktu ilość ofiar cywilnych w istocie może być znaczna, choć być może w liczbie tej mieszczą sie również polegli komba­tanci). Należy przy tym podkreślić, że straty wśród ludności cywilnej i sposób traktowania nie-kombatantow podczas działań, w tym wzajemne zarzucanie sobie zbrodni wojennych to elementy toczącej się obecnie batalii medialno-propagandowej, która skutecznie uniemożliwia zbliżenie się do prawdy.

Powyższe omówienie nie pozostawia wątpli­wości co do tego kto wojno przegrał. Bez wątpienia przegrała ją Gruzja. Ale wydaje się także, że nie wygrała jej Rosja. Moskwie udało się co prawda odsunąć w czasie (trudno obecnie po­wiedzieć, czy również uniemożliwić) wejście Gru­zji do Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale cel strategiczny, jakim było ponowne wciągniecie kaukaskiego sąsiada w obręb własnej strefy wpływów, osiągnięty nie został i trudno zakładać, by Tbilisi zmieniło prowadzoną politykę, niezależ­nie od politycznej przyszłości obecnego gruziń­skiego prezydenta.

Wojna w Gruzji zmusiła opinię światową do zredefiniowania swej postawy wobec Rosji. Owa ?nowa polityka wschodnia? Unii Europej­skiej (jak i poszczególnych państw byt ten tworzą­cych) oraz Stanów Zjednoczonych (gdzie dodat­kowo władzę przejmuje prezydent – demokrata) dopiero się kształtuje, ale ostatnia wojna kauka­ska, a następnie uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Południowej będzie jednym z głównych wyznaczników dokonywanej redefinicji. Znamien­ny jest fakt, że nader wstrzemięźliwy stosunek do polityki Moskwy na Kaukazie zasygnalizowały państwa członkowskie Szanghajskiej Orga­nizacji Współpracy, stworzonej wszak między in­nymi z inicjatywy Rosji.

Wojna spowodowała ponadto odpływ z Rosji zagranicznego kapitału. Być może samo w sobie zjawisko to nie byłoby groźne, gdyż w okresie hossy naftowej zgromadzono w Rosji rezerwy walutowe szacowane na 581 mld dolarów, ale negatywne zjawiska zostały spotęgowane przez widmo globalnego kryzysu i załamanie sie świato­wych cen ropy naftowej. Lawina negatywnych zdarzeń zaistniałych w gospodarce rosyjskiej zapoczątkowana lękiem inwestorów zagranicznych przed wojna kaukaską może wiec doprowadzić w tym kraju do bardzo poważnych konsekwencji gospodarczych.

Konkludując:  kaukaska rozgrywka weszła w jakościowo nową fazę. Wojna gruzińska nie była ani jej początkiem, ani końcem. Musimy zatem szczególnie uważnie przyglądać się rozwojowi wydarzeń w tym regionie, aby wyciągać wnioski, przewidywać rysujące się tendencje i konstru­ować scenariusze uwzględniające doświadcze­nia tamtego regionu w budowaniu bezpieczeń­stwa narodowego Polski. Wydaje się bowiem, że Moskwa zdecydowała się na zaostrzenie kursu w relacjach Zachodem. Determinuje to określo­ne zagrożenia również dla naszego kraju. Ko­nieczne jest zatem – co juz na łamach ?Koman­dosa? postulowano wielokrotnie – pilne dokonanie przeglądu pasywów i aktywów w obszarze szeroko rozumianego bezpieczeństwa, a następnie opracowanie i wdrożenie programu działań dostosowujących nasze możliwości do nowych wyzwań i zagrożeń.

Niezbędne są jednak działania realne, takie jak choćby powrót do kilku koncepcji dywersyfikacji dostaw gazu, a nie wyłącznie ?zaklinanie rzeczywistości? i wygłaszanie życzeniowych opi­nii lub uprawianie polityki determinowanej sondażami popularności. Należy, co rychlej, doprowadzić do swoistego przebudzenia i odrzucenia tłoczonego w umysły Polaków fałszywego przeświadczenia, że członkostwo w NATO i UE ?automatycznie? i ?na zawsze? gwarantuje nam bezpieczeństwo.